Artykuł Tygodnika "Życie Rawicza" ( 5 marca 2002 )
Rawicki mistrz gigantu - tak nazwany został Piotr Kaczmarek po wspaniałym sukcesie, który odniósł w 1995 roku, podczas niezwykle prestiżowych zawodów Trofeo Topolino we Włoszech. Chłopak z nizin po prostu zrobił furorę na stokach Italii. Brylant narciarstwa alpejskiego, o którym było głośno także podczas kolejnych startów rangi mistrzostw Polski, zawodów w całej Europie i nie tylko. Jednak każdy brylant wymaga starannego oszlifowania. Czy na odpowiedni ,, szlif" Kaczmarek mógł i może liczyć w swoim ojczystym kraju?
Na to pytanie po ostatnich wydarzeniach odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Nie, nie i jeszcze raz nie! Najlepszy polski junior w narciarstwie alpejskim nie pojechał na mistrzostwa świata juniorów. Dlaczego? Wszystko przez zasady, które wdrożył Polski Związek Narciarski. Czy jednak PZN tak do końca respektuje przepisy widniejące w rzeczywistości w regulaminie? Związek ma pretensje do alpejczyka przede wszystkim o to, że wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie otrzymał stypendium na Uniwersytecie w Vermount, nie informując o tym nikogo. Piotr uczy się oraz trenuje pod opieką znakomitego trenera Felixa McGratha. Włodarze PZN narzekają, że Piotr nie kontaktuje się z nimi m.in. w celu przedstawienia cyklu przygotowań, które prowadzi w USA. Zdaniem działaczy z prezesem Pawłem Włodarczykim na czele Kaczmarek nie ma odpowiedniej opieki. Przeczą temu dotychczasowe wyniki osiągnięte przez narciarza, a Amerykanie wprost nie mogą się nadziwić dlaczego PZN nie interesuje się losami swojego zawodnika.
Całe zamieszanie rozpoczęło się przed igrzyskami olimpijskimi w Salt Lake City. Szeroka kadra olimpijska, w której także był Kaczmarek, przez cztery lata przygotowywała się do Olimpiady. Niestety, wszystkie starania poszły na marne. Żaden z zawodników, z wyjątkiem Andrzeja Bachledy juniora, który przygotowywał się indywidualnie we Francji, nie pojechał na najważniejsza imprezę sportową, bo nie uzyskał minimum ustalonego przez PZN (przynajmniej raz znaleźć się w gronie najlepszych 25 alpejczyków podczas zawodów Pucharu Świata). Swojego niezadowolenia zaistniałą sytuacją nie kryje prezes klubu narciarskiego Aesculap Jelenia Góra, w którym Piotr Kaczkarek trenuje od 4 roku życia Teresa Rażniewska. - Dla nas ta decyzja była szokiem. Żaden zawodnik z Dolnego Śląska nie został dopuszczony do Olimpiady w Salt Lake City. Przecież Katarzyna Karasińska spełniła kryteria! Uważam, że poprzeczka została powieszona przez PZN zbyt wysoko. Przecież kryteria FIS-u nie należą do najsurowszych i śmiało można było wystawić na igrzyska Michała Kałwę czy Piotra Kaczmarka. Po co tyle pieniędzy zostało wydane na przygotowania kadry prze cztery lata? Nasuwają się także inne pytania. Może metody szkoleniowe były nieodpowiednie? Ale czy nikt tego nie widział? Jako prezes Aesculapa jestem załamana! Nie widzę motywacji dalszej pracy dla naszej młodzieży. Mało tego, sama nie mam motywacji ażeby zachęcać ich do współzawodnictwa.
Prezes Rażniewska nie ukrywa także, iż duży wpływ na podejmowane decyzje przez PZN ma układ terytorialny. Zauważyliśmy także niezdrową rywalizację między Zakopanem a Dolnym Śląskiem. W sumie wyeliminowano z udziału w igrzyskach czterech zawodników, którzy są ( bądź byli) zawodnikami Aesculapa: Michała Kałwę, Kasię Karasińską i Piotra Kaczmarka. Prawda jest taka, że ktokolwiek z Dolnego Śląska jechał robić dalszą karierę do Zakopanego - przepadał z kretesem. Wystarczy wspomnieć choćby Artura Romanowskiego i Dorotę Górską. Ich kariery zostały zniszczone. W ten sam sposób próbuje się zatracić talent Piotra Kaczmarka. Narciarze z terytoriów Zakopanego są także bardziej eksponowani w artykułach prasowych. A tak naprawdę to właśnie dzięki sukcesom osiągniętym przez Kaczmarka i Karasińską powołano do życia kadrę Polski.
Rzeczywiście sukces Kaczmarka (złoto) i Karasińskiej (srebro) w 1995 roku w prestiżowych zawodach Trofeo Topolino, zwanych także mistrzostwami świata młodzików i juniorów młodszych, pobudził działaczy PZN-u do zdecydowanych działań. Powołano wówczas kadrę narodową narciarstwa alpejskiego.
Po zakończonych fiaskiem przygotowaniach do Olimpiady Piotr Kaczmarek bez zastanowienia skorzystał z szansy, jaka się przed nim otworzyła. Otrzymał stypendium na Uniwersytecie w Vermount. Znając amerykańskie realia wiedział, że właśnie tam ma szansę dalszego rozwoju narciarskiego i odpowiedniego przygotowania się do MŚJ. Dlaczego zatem najlepszego polskiego juniora zabrakło na tej imprezie?
Przedstawiciele Polskiego Związku Narciarskiego zgodnym chórem odpowiadają: - Przez 4 lata trwały przygotowania do igrzysk, a Piotr bez odzewu wyjeżdża do Stanów i informuje nas o tym dopiero, gdy jest na miejscu. Powinien uzgodnić z nami przynajmniej cykl szkoleniowy. Zarząd rozpatrzył sprawę i zdecydowaną większością głosów podjął decyzję, że będzie brany pod uwagę na MŚJ, ale musi przyjechać do Krynicy Górskiej na VII Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży w Sportach Zimowych, aby zaprezentować w jakiej jest obecnie dyspozycji stwierdził sekretarz PZN Jacenty Kowerski. Podobnego zdania jest prezes Paweł Włodarczyk: - Decyzja podjęta przez PZN jest z całą pewnością kontrowersyjna, ale zasada była prosta. Wszyscy mieli sprawdzić się na mistrzostwach Polski juniorów w Krynicy Górskiej i po tej imprezie została wyselekcjonowana grupa najlepszych, którzy pojechali na MŚJ. Nawet Andrzej Bachleda przyjeżdża na mistrzostwa Polski seniorów. Inaczej nie zostałby zgłaszany na Puchary Świata.
I tutaj zasada wypowiedziana przed prezesa PZN-u nie sprawdza się. Andrzej Bachleda jr nie zaszczycił swoją obecnością ubiegłorocznych mistrzostw Polski seniorów, a mimo tego w Pucharze Świata startował. Wobec tego, czy zasady Polskiego Związku Narciarskiego obowiązują wszystkich, czy też tylko wybranych? Kolejnym przepisem, tym razem sprzecznym z regulaminem PZN-u, są nominacje na MŚJ narciarzy Michała Burzyńskiego i Wojciecha Zagórskiego. Otóż, w regulaminie jest zapisane wyraźnie, iż na MŚJ pojadą ci zawodnicy, których FIS-punkty w danej konkurencji nie przekraczają liczby 70. Tymczasem przy nazwiskach Burzyńskiego i Zagórskiego, na oficjalnej stronie internatowej Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, widnieją odpowiednio liczby 79,14 pkt i 75,59 pkt w slalomie specjalnym i ponad 90 pkt w slalomie gigancie. Dla porównania Piotr Kaczmarek w slalomie specjalnym ma 36,80 FIS-pkt, a slalomie gigancie 52,87 FIS-pkt!
- Tłumaczenie, że Piotr nie pojedzie na MŚJ, bo nie przyjechał na VII Olimpiadę Młodzieży jest śmieszne. Podczas tych zawodów trzech zawodników zostało kontuzjowanych na skutek nieprzygotowanej trasy. Miał tu przyjechać nabawić się kontuzji? pyta Teresa Rażniewska.
Okazuje się jednak, że Piotr Kaczmarek, był przegrany w PZN-ie zaraz po wyjeździe do USA. Do macierzystego klubu Piotra Kaczmarka dotarła informacja o możliwości zawieszenia zawodnika przez PZN (sic!). Natychmiast wysłaliśmy do PZN-u list, prosząc o wyjaśnienie tej sprawy, jednak do dzisiaj nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi mówi prezes Teresa Rażniewska. A może PZN nie potrafi prowadzić dialogu w ogóle...?
W chwili obecnej pod dużym znakiem zapytania stoją kolejne starty Piotra Kaczmarka w niezwykle prestiżowych zawodach Eastern Cup w USA, które rozpoczynają się już za dwa dni. Otóż, aby mógł on stanąć na starcie i poprawiać swoją narciarską pozycję w rankingu FIS, potrzebuje odpowiedniego zezwolenia od Polskiego Związku Narciarskiego. Czy owo zezwolenie zostanie Piotrowi wydane? Zdanie na ten temat związku jest jednoznaczne: - Na pewno nie będziemy Piotra zgłaszać do zawodów w USA i jest to decyzja nie moja, ale 25 osób z całego zarządu stwierdził sekretarz Jacenty Kowerski. - PZN ma żal do Piotra, że wyjechał do Stanów Zjednoczonych. A ja pytam, co on ma robić tu w Polsce? Nie dziwię się, że nikogo nie poinformował o swoim wyjeździe. Piotr być może się bał tego, że jak coś powie, to jego opinia w Stanach zostanie przez kogoś podważona i wyjazd nie dojdzie do skutku. Czego się boi PZN? Może tego, że Piotr w USA, przy solidnych trenerach zacznie osiągać lepsze wyniki? W Polsce nie miał najlepszej opieki i nikt nie może temu zaprzeczyć kontynuuje prezes Rażniewska.
Dziś można śmiało powiedzieć, iż decyzja podjęta przez Piotra Kaczmarka była jak najbardziej słuszna. Przez ponad dwa miesiące pobytu w USA znacznie poprawił swoje FIS-punkty w slalomie gigancie i ma za sobą kilka egzaminów na studiach i wspaniałe warunki do treningu. Niestety kolejne starty Piotra Kaczmarka w Stanach Zjednoczonych są w dużej mierze uzależnione od włodarzy związku. Czy społeczeństwo polskie będzie światkiem zatracenia niezwykle utalentowanego sportowca i wyrzucenia w błoto publicznych pieniędzy, wykładanych na jego rozwój przez wiele lat - pokażą najbliższe dni. Cała sytuacja przypomina farsę. W USA krążą bardzo często liczne dowcipy o narodzie polskim. Okazuje się, że nie bez przyczyny. Od czasu do czasu sami dajemy im inspirację do wymyślania śmiesznych anegdot o Polakach... (BB)