Rozmowa z nowym menedżerem kadry alpejek Andrzejem Karasińskim

Andrzej Karasiński podczas zakończenia sezonu SN i SKS "Aesculap"
W poniedziałek umowę z Polskim Związkiem Narciarskim ma podpisać Andrzej Karasiński. Zostanie menedżerem 4-osobowej reprezentacji alpejek, którą prowadził będzie Austriak Roland Bair z pomocą Zbigniewa Kamińskiego (sprawy sprzętowe) i Jana Bisagi (przygotowanie ogólnorozwojowe). - Zgodziłem się zorganizować grupę i znaleźć środki finansowe na jej utrzymanie, pod warunkiem że będę miał pełnomocnictwa zarządu PZN - tłumaczy "Dziennikowi" Karasiński, którego córka Katarzyna jest obok Dagmary Krzyżyńskiej najlepszą alpejką w kraju.
- Jak doszło do tego, że wreszcie udało się stworzyć grupę, która ma działać na profesjonalnych zasadach?
- Sposób, w jaki do tej pory prowadziło się alpejczyków w naszym kraju, to było wyrzucanie państwowych pieniędzy w błoto. Córka trenuje od lat i dobrze widziałem, co się dzieje. Przypominało to PTTK. Przed kilku laty powstała grupa olimpijska, po której teraz pozostało tylko wspomnienie, choć dysponowała sporymi funduszami. W ubiegłym roku dziewczyny zostały bez trenera w najważniejszym momencie, przed mistrzostwami świata. Widząc to, włos mi się jeżył na głowie. Wspólnie z prezesem PZN Pawłem Włodarczykiem uznaliśmy, że trzeba stworzyć niezależnie funkcjonującą grupę, wspartą pieniędzmi prywatnymi, którą poprowadzi dobrej klasy fachowiec z zagranicy. Udało się do tego pomysłu przekonać wiceprezesów Andrzeja Kozaka i Leszka Nadarkiewicza. Kozak jako pierwszy przeprowadził rozmowy z Rolandem Bairem, potem ja się z nim kontaktowałem. Dla Kaśki i Dagmary to w zasadzie ostatni dzwonek, wchodzą bowiem w optymalny wiek dla sportowca. Gdyby teraz się nie udało, mogłyby sobie dać spokój ze sportem zawodowym. One widzą, jak te zawodniczki, z którymi niedawno wygrywały, uciekają im. I to wyzwala w nich coraz większy stres.

Katrzyna Karasińska na trasie super giganta MP - Szczyrk 2003
- Ma Pan już skonstruowany budżet na przyszły sezon?
- Oczywiście, mam to wszystko policzone, ale nie chcę w tym momencie ujawniać kwoty. Jest za wcześnie, gdyż ciągle prowadzę rozmowy, by pozyskać pieniądze, potrwa to jeszcze co najmniej miesiąc. Nie jest to dla mnie łatwe, gdyż jednocześnie prowadzę własną firmę, przedsiębiorstwo budownictwa górniczego i elektrycznego. Mamy bardzo szczegółowe plany przygotowań do sezonu. Z planami startów czekamy do pojawienia się kalendarza Międzynarodowej Federacji Narciarskiej.
- Czy Bair, jako trener polskiej kadry, to dobry wybór?
- Zasięgałem opinii na jego temat u różnych ludzi i od wszystkich słyszałem, że to bardzo dobry fachowiec. Pracował w kadrze Austriaczek, a później z Japonkami w grupie założonej przez Prodingera. Mieliśmy wariant awaryjny w postaci Kempela, jednego z trenerów kadry Niemiec. Tam wielu szkoleniowców zostało bez pracy, gdyż zniecierpliwiona czekaniem na wyniki federacja niemiecka wszystkich zwolniła i zatrudniła Austriaków. Postawiliśmy na Baira i on się zgodził, choć przecież nie dlatego, że nie miał wyboru. Najpierw zrobił testy naszym alpejkom, z których wyszło, że Dagmara i Kaśka plasowałyby się w kadrze Słowenii na miejscach 3.-4., a w austriackiej na 17.-18. Uznał, że to jest materiał na szybki progres i szansę zrobienia kariery. W czwartek (tj. dzisiaj - przyp. K.K.) nasze alpejki wyjeżdżają na dwa dni do Salzburga, gdzie przejdą takie same badania jak kadra Austriaczek. Bair będzie więc miał materiał porównawczy. On uważa, że błędem było trenowanie przez nasze zawodniczki głównie slalomu, chce, by Polki jeździły także gigant i supergigant. Ja od razu złapałem z nim dobry kontakt. Imponuje mi to, że jest szalenie zorganizowany, wszystko ma poukładane. Zasypuje mnie mailami, pisząc, co trzeba zrobić, przygotować. On chciałby już teraz mieć wszystko zapięte na ostatni guzik. Tyle że nie zna polskich realiów... Mam również nadzieję, że dziewczyny będą się z nim dobrze rozumiały, bo jest młody (ma 33 lata - przyp. K.K.), komunikatywny.

Dagmara Krzyżyńska na trasie super giganta MP - Szczyrk 2003
- Czy Zbigniew Kamiński i Jan Bisaga, byli trenerzy polskich kadr, chętnie będą z nim współpracować?
- Gdy rozpoczynałem rozmowy na temat powołania grupy, nie przypuszczałem, że uda się zorganizować taki team. Mimo że Bair jest od nich sporo młodszy, darzą go szacunkiem i bardzo poważnie traktują jego uwagi. Kamiński chce się poświęcić sprawom sprzętowym, być głównym serwismanem grupy. Uważam to za bardzo cenne, bo w Polsce nie mamy takiego fachowca. A on, na co dzień mieszkając w Austrii, śledzi nowinki narciarskie, podgląda najlepszych zawodników, dostrzega, co się zmienia w regulaminach. Z kolei Bisaga, który moim zdaniem nieco się pogubił w sezonie olimpijskim, jako trener reprezentacji wyniósł z tego naukę i nadal chce podnosić poziom szkoleniowy. To bardzo ważne, bo dobrych trenerów mamy niewielu, powstała dziura pokoleniowa. Obaj będą też pełnić ważną funkcję, przekazując zawodniczkom uwagi Baira. Gdy Austriak pracował z Japonkami, istniała bariera językowa, one umiały tylko angielski i nie zawsze potrafiły wykonywać to, co im zlecił. My tego unikniemy. Tym bardziej to istotne, że w grupie są dwie bardzo młode zawodniczki z Zakopanego, Aleksandra Kluś i Agnieszka Gąsienica-Daniel. Idealnie by było, by w pierwszej kadrze była też szóstka z drugiej grupy. Bair tego chce, bo podstawą jest rywalizacja wewnątrz zespołu. Nie mamy jednak na to pieniędzy.
Rozmawiał:KRZYSZTOF KAWA
Dziennik Polski, 22 maja 2003 roku