| Korespondencja z Lake Louise
Część I. 27-28.11.2004 r. Puchar Świata (M). Pogoda dopisała, zawody odbyły się bez zakłóceń. Na starcie stanęła cała czołówka światowa z Maierem, Millerem, Kiusem i innymi wspaniałymi zjazdowcami, startowało blisko 70 zawodników. Jak już zapewne wiecie wygrał Bode Miller (USA) przed Antoine Deneriaz (Francja) i Walchhofer Michael (Austria). Ja już tradycyjnie pomagałem zespołowi czeskiemu, w którym jedynym zawodnikiem był Borek Zakuril. Podczas tych kilku dni spędzonych w Lake Louise naprawdę było na co popatrzeć; nie nudziłem się wcale... Miałem okazję obserwować przbieg losowania do zawodów i zjazd, podziwiałem kunszt alpejczyków w trakcie wyścigów, widziałem dziesiątki fotreporterów podczas pracy, uczestniczyłem w rozmowie z Hermannem Maierem (nawiasem mowiąc bardzo sympatyczny gość).
 W niedzielę supergigant i na mecie ponownie pierwszy zameldował się Bode Miller; tym razem przed Hermannem Maierem, tylko 0.14 setnych sekundy ich dzieliło. Hermann był zawiedziony takim wynikiem, ale zchował twarz i z uśmiechem pogratulował Bodiemu. Trzeci zameldował się ponownie Walchhofer ze stratą do lidera około 1.5 sekundy. Publika była liczna i wszyscy się znakomicie bawili a ja razem z nimi. Wysyłam trochę zdęć z pierwszego i drugiego dnia. W tym tygodniu rownież będę oglądał kobiety startujące w Pucharze Świata w Lake Louise, występując w podobnej roli jak przy starcie mężczyzn. Będę pomagał zawodniczce czeskiej Gabrieli Martinovovej, która przyjechała do Kanady bez trenera i czuje się nieco zagubiona w tym tyglu światowego pucharu. Ale relacje z tych wyscigów przekażę w przyszłym tygodniu. To tyle na razie, pozdrowienia dla miłosnikow narciarstwa w Polsce. Tomek Rażniewski.
|
Część II 3-5.12.2004 r. Puchar Świata (L) .
Wyścigi odbyły się szczęśliwie. Dwa zjazdy i SG zapisane zostały do kronik. Trzeba powiedzieć, że napracowali się wszyscy: organizatorzy zawodów, trenerzy i zawodnicy. Nie było łatwo przeprowadzić tych szybkościowych konkurencji podczas mgły, padającego śniegu i silnego wiatru. Nie rozpisuję się na temat wyników, bo na pewno już je znacie, teraz wszystko migiem idzie na internet i cały świat na bieżąco wie co się dzieje na trasie. Chciałem natomiast nawiązać do rozmowy, jaką przeprowadziłem z jedną z najlepszych alpejek na świecie w konkurencjach technicznych i nie tylko ( 12 w dzisiejszym SG ) Anją Paerson. Pierwszy raz z jej nazwiskiem spotkałem się podczas zawodów w Whistler BC, Air Canada Whistler Cup. Byłem tam wtedy z polską reprezentacją, którą dowodził trener Piotr Wądołowski. Po prawie 10 latach w Lake Louise znowu spotkałem się z Anją Paerson, ale tym razem nie omieszkałem ją zagadnąć i nawiązać do tych już dość odległych czasów. Oczywiście doskonale pamiętała starty w Whistler, ale kiedy jej pokazałem video ze wspólnego treningu giganta, jaki wtedy przeprowadziliśmy z Kasią i Piotrem to już ją kompletnie zamurowało. Mówi dosyć płynnie po angielsku, a więc mogliśmy sobie chwilę pogadać przy kolacji w obecności jej zespołu. Przy okazji otrzymałem od Anji numer startowy z jej własnoręcznym podpisem na pamiątkę. Może to nic wielkiego, ale cieszy... Moja kolekcja wzrosła o następny "Bib Number". Mój kolejny udział w Pucharze Świata w Lake Louise dobiegł końca. Teraz trzeba czekać do następnego roku na przyjazd przyjaciół z Czech a może i z Polski. Mam nadzieję, że Kasia Karasińska znowu pojawi się na kanadyjskich trasach. Tomasz Rażniewski
|



|
Foto: Tomasz RażniewskiSporo fotek zawodników z Pucharu Świata - tutaj.
|